Idealny, perfekcyjny świat naszych czasów

Dzisiejszy świat ma coraz dokładniejsze narzędzia pomiaru w zasadzie wszystkiego.

Ilości, zjawisk, objętości a nawet narzędzia do oceny niepoliczalnych wymiarów i cech.

Pozwala to nam nie tylko na coraz większe rozumienie świata, tak w skali makro jak i mikro, ale także pozwala  wpływać na dużo więcej zjawisk niż w przeszłości. I my także chcemy być coraz mądrzejsi, bardziej przewidujący, kierujący, efektywniejsi oraz młodsi i piękniejsi …

Nic w tym złego. Perfekcjonizm wraz z ciekawością, lękiem i chęcią polepszenia swojego życia jest siłą napędową rozwoju ludzkości. Jak każda cecha w odpowiednich okolicznościach i natężeniu jest bardzo korzystna i bardzo mobilizująca do działania.

Kłopot pojawia się, kiedy poprzeczki jakie sobie stawiamy są za wysokie i trudne lub niemożliwe do osiągnięcie przez nas. A bywa i tak, że przez ludzi w ogóle także. Powoduje to ciągłe poczucie, że za mało osiągamy, robimy, że nie jesteśmy dość dobrzy (mili, troskliwy, wyrozumiali, przebojowi, zaradczy, inteligentni, wydajni, opanowani, …  <- w miejsce kropek wstaw następną zaletę). Stale siebie krytykujemy, kontrolujemy i boimy się, że jesteśmy niewystarczająco dobrzy. Radość z sukcesów szybko przemija, a wspomnienie porażek trwa i przytłacza.

Poczucie to może powodować dwa sposoby radzenia sobie – zwiększanie wysiłków by osiągnąć pożądany cel oraz wycofanie się z upragnionych obszarów i celów w poczuciu, że nigdy nie uda nam się spełnić naszych lub cudzych (często tylko w naszych wyobrażeniach o innych) wymagań. Taka postawa jest źródłem cierpienia, ale także obecna jest w różnych dysfunkcjach np. w stanach lękowych, depresji, wypaleniu zawodowy i trudności czerpania satysfakcji ze swego życia. Jeśli perfekcjonizm jest bardzo silny wpływa także na nasze relacje z bliskimi i stosunek do swego ciała, o które nie umiemy prawdziwie zadbać. Mogą pojawiać się więc różnego typu trudności w relacjach interpersonalnych tak w życiu zawodowym jak i rodzinnym, oraz schorzenia wynikające z zaniedbań.

 Jak więc się ratować?

Dążenie do ideału jest rozwojowe wtedy, kiedy jesteśmy w stanie godzić się z błędami i wyciągać z nich wnioski. Świadomość ograniczeń, słabości i niedoskonałości swoich, ale także świata pomaga równoważyć nasze ideały i obniżyć wysoką poprzeczkę do bardziej adekwatnego poziomu. Nie każdy błąd jest porażką. Niby to wiemy, ale i tak przeżycia mówią inaczej. Kiedy przyglądamy się temu zagadnieniu napotykamy się na pewnego rodzaju paradoks. Dopiero poznanie i uznanie naszych ograniczeń (tych, których zmienić się nie da) otwiera nam nowe drogi do spełnienia i poszerza świat, który przed chwilą wydawał się „więzić” nas w pułapce. Tak było z brzydkim kaczątkiem (nie najlepszym było kurczakiem), podobnie z orłem w opowieści de Mello. Z tym mierzą się osoby uzależnione, ale i wielu z nas w innych sprawach. Przykładem może że być fakt, że nie zmienimy naszych bliskich, a wrażliwe dziecko nie zostanie chirurgiem lub, że nie uda nam się poprawić relacji z nieżyjącymi rodzicami. Albo najzwyczajniej w życiu, że pamięć nie ta :).

Nadmierny perfekcjonizm często jest związany z naszymi dziecięcymi, czarno-białymi wyobrażeniami o sobie jaki i oczekiwaniach jakie żywią wobec nas inni ludzie.

 W czym pomaga psychoterapia?

W psychoterapii pracuje się nad złagodzeniem naszych wymogów, adekwatnym widzeniem siebie i świata. Jednak sama wiedza intelektualna nie wprowadzi trwalszych zmian. Potrzebne jest także „rozumienie” na poziomie emocjonalnym, czyli połączenie tego co zapewne było rozłączone intelektu i afektu, czyli myślenia i przeżywania. Często docieramy wtedy do źródeł perfekcjonizmu – co miał nam dawać? czemu służyć? być może przed czym chronić? I na ile rzeczywiście nam to dawał?

Może mieliśmy nadzieję, że da nam miłość (uwagę, szacunek, docenienie, dostrzeżenie)? A może miał nas zabezpieczyć przed stratami i związanymi z tym smutkiem, cierpieniem, bólem, rozczarowaniem, tęsknotą, rozpaczą lub poczuciem win?

Czy w ogóle możemy uchronić się przed trudnymi uczuciami?

A jeśli nie zawsze jest to możliwe, to jak sobie z nimi radzić? Niektórzy uważają wręcz, że samo doświadczanie nieprzyjemnych uczuć świadczy o ich niedoskonałości, „wadliwości”, czasem o głupocie jest źródłem wstydu. Jeśli tak myślimy to trudno wtedy zmienić cokolwiek. Możemy wtedy dalej usztywniać się i nasilać kontrolę siebie i/lub innych co kosztuje bardzo dużo wysiłku (a także czasem bezsennych nocy) i niestety nie przynosi czego pragniemy.

Przeczytaj także artykuł  „Niechciane uczucia”

 Czas to pieniądz – czyli rzecz o odpoczynku