Wiele osób decydujących się na psychoterapię zgłasza się do gabinetu, ponieważ nie chce przeżywać lęku, reagować szybko złością.  Chcą być asertywnymi, by mieć udane związki z ludźmi, wyjść z depresji. Dość często wprost lub w tle pojawia się oczekiwanie, by nie przeżywać przykrych uczuć. By być szczęśliwym, zaradnym, logicznym, zawsze zadowolonym. Co w praktyce właśnie oznacza nie czuć lęku, smutku, niepokoju, złości i zazdrości oraz wstydu. Niektórzy wręcz proszą by ich naprawić, bo się zepsuli np. zaczęli się obawiać czegoś lub czują smutek i żal po rozstaniu. Argumentują to słowami: przecież tamta osoba “nie zasługiwała na to” (by za nią tęsknić i przeżywać żal po jej utracie), “nie było mi z nią dobrze”. Innym przykładem jest przekonanie: “Nie powinienem/am się bać, przecież nie jestem dzieckiem”. W związku z tym dana osoba odrzuca swój lęk i obawy np. tłumiąc je na różne sposoby, by zrealizować swój wzór osoby dorosłej. Jako przykład może posłużyć mężczyzna, który gani siebie za to, że ma obawy w związku z wyjazdem w góry i nauką jazdy na nartach. Wszyscy wkoło niego uwielbiają narty i zawsze zachwalali ten sport. On jednak nigdy nie jeździł na nich i nie wie jak mu pójdzie. Jednocześnie nie dopuszcza myśli o tym, że może nie od razu dobrze jeździć. Obawia się, że znajomi dostrzegą jego trudności i go wyśmieją, chociaż w dalszej rozmowie okazuje się, że nigdy z ich strony nie było takiej reakcji. Rozmawiając dłużej możemy dowiedzieć się, że w przeszłości jego matka zawsze wyprzedzała go w robieniu różnych rzeczy, bo robiła to szybciej i lepiej. Zawsze też bardzo przejmowała się i nie pozwalała, by tak jak inni chłopcy wykonywał rzeczy wg niej niebezpieczne np. chodził po drzewach, skakał ze ślizgawki i trzepaka, używał scyzoryka itp. Chłopiec, widząc duży niepokój matki i nie chcąc jej przysparzać lęku, stosował się do tych zaleceń, jednocześnie obawiając się czy on sam jest w stanie radzić sobie w takich sytuacjach. Być może nie chciał przeżywać tak silnych lęków jakie miała matka i starał się być “dzielnym” chłopcem. 

Czy jesteśmy maszyną?

Myślenie o sobie jako o zepsutej rzeczy, którą psychoterapeuta ma naprawić jest myśleniem mechanistycznym. Tak jak w maszynie, coś trzeba włączyć lub wyłączyć by działało. Przeżywanie nieprzyjemnych uczuć spostrzegane jest jako usterka, ale każde uczucie daje nam jakąś informację o nas. Dużą liczbę osób zgłaszających się na psychoterapię stanowią osoby, które doświadczyły pojawiających się znienacka, w ich opinii “bez powodu”, uczuć. Czują się oni zagrożeni nieoczekiwanymi i niezrozumiałymi dla nich przeżyciami. Mają poczucie utraty kontroli nad sobą oraz bezsilności, która jest jednym z najtrudniejszych uczuć. Nic dziwnego więc, że chcieli by czuć się inaczej i wiedzieć co się dzieje. W psychoterapii razem pracujemy nad rozumieniem i zmianą, terapeuta nie jest w stanie zrobić tego sam.

W trakcie pracy terapeutycznej konieczne jest przepracowanie takich oczekiwań. Są one nierealistyczne i niemożliwe do spełnienia. Co więcej, często właśnie w związku z tym, iż je żywimy, mamy trudności w życiu.

W czym może pomóc psychoterapia?

Psychoterapia nie sprawi tego, że nie będziemy przeżywali nieprzyjemnych uczuć lub nie będziemy błędnie wybierali. Ona może tylko sprawić, byśmy lepiej sobie radzili z pojawiającymi się uczuciami, byśmy się ich nie bali tak bardzo. Czasem oznacza to wyrażanie swoich uczuć, czasem umiejętność wytrzymywania ich, ale zawsze rozumienia z czego wynikają i na co zwracają naszą uwagę. W toku terapii okazuje się, że najbardziej obawiamy się nie sytuacji jaka nas może spotkać, tylko uczuć jakie spodziewamy się przeżywać. Lęk ten związany jest z dziecięcym widzeniem siebie (np. swoich możliwości) i świata. To w dzieciństwie opuszczenie przez opiekunów groziło dziecku śmiercią. Nie tylko fizyczne opuszczenie, ale jak wiemy z badań na małych małpkach, także emocjonalne. Jako osoby dorosłe mamy większe możliwości działania, zadbania o siebie i rozumienia rzeczywistości. Jednak czasem przeżywamy tak, jakbyśmy wciąż byli dziećmi zdanymi na miłość i rozumienie naszych rodziców, zagrożeni zagładą, gdy Ci odejdą. Dlatego uruchamiamy dziecięce sposoby radzenia sobie z uczuciami, które z racji swojej dziecięcości, a więc uproszczenia, nadmiernego uogólnienia mogą nie uchwycić całej złożoności sytuacji. Przykładem może być fikcyjna osoba o imieniu Ewa mająca trudności z odmawianiem bliskim. Kiedy rozmawiamy z nią o jej doświadczeniach okazuje się, że pamięta wyraźnie sytuacje, gdy chciała coś dla siebie zrobić, a rodzic zareagował złością na to. Jeśli dzieje się tak w ważnych obszarach naszego życia lub na znaczącą skalę, to mechanizmy obronne zamiast nas chronić, bardziej nas zawężają i usztywniają. Utrudniają znajdowanie innych rozwiązań, których w przeszłości może nie było, ale dziś już są.

Psychoterapia pomaga właśnie rozpoznać te nadmierne sposoby obrony oraz trudne uczucia, przed którymi próbujemy się obronić, a także znaleźć bardziej konstruktywne sposoby radzenia sobie z nimi. Daje to w efekcie większe poczucie oparcia nie tylko w sobie, ale i w świecie.

zdjęcie:pixabay