W ostatnich latach pojęcia takie jak: poczucie wartości, samoocena, asertywność i skuteczność zrobiły bardzo dużą furorę. Zastanawiamy się dlaczego jesteśmy mniej pewni siebie niż inni. Czemu czujemy się gorsi lub wątpimy w nasze możliwości mimo, że np mamy odpowiednie wykształcenie lub kwalifikację, a bliscy mówią, że dalibyśmy sobie radę. Szukamy w swojej przeszłości w naszych doświadczeniach i nie bez racji. Ale jak zbudować swoją samoocenę, gdy niestety nie były to doświadczenia dostatecznie nas wzmacniające? O tym będzie zaraz.

Jedna rzecz jest ważna. Aby samoocena mogła dobrze pełnić swoja rolę powinna być realistyczna inaczej mówiąc adekwatna do rzeczywistości. Co to znaczy?

W podstawowym wymiarze bycia człowiekiem, posiadania pewnych praw jesteśmy równi i równie ważni jak inni. Natomiast ważne by rozumienie tych praw, ale także obowiązków oraz ocena swoich umiejętności, wad i świadomość rozwoju były adekwatne i realistyczne. Samoocena nierealistyczna ale wysoka, podobnie jak niska może przysporzyć nam wiele kłopotów. Będziemy ponosili porażki tak w życiu zawodowym jak i osobistym, nie rozumiejąc zupełnie dlaczego. Często w takich sytuacjach wydaje nam się, że to inni są źle lub nieprzychylnie nastawieni do nas lub los jest nie po naszej stronie. Wysoka ale nierealistyczna samoocena powoduje trudności w dostosowaniu się i weryfikacji tak celów jak i narzędzi by je osiągnąć. Jeśli to inni są winni wszystkiemu, to oni i świat powinien się zmienić nie ja. Powoduje to skupianie energii nie tam, gdzie przyczyna oraz nie na tym na co mamy wpływ. Pojawia się błędne koło frustracji, złości, niepewności i goryczy, z którego trudno wyjść. Dopiero dojrzenie swojego udziału, chociaż trudne, ale daje nam nowe możliwości zmiany. Otwiera drzwi do rzeczywistego zaspokojenia swoich potrzeb i zbudowanie samooceny, która “zamiast słać nas na manowce” pomoże oceniać tak sytuacje jak i cele oraz narzędzia ich osiągania.

Jak wspomniałam wcześniej poczucie wartości oraz samoocena mają źródła w naszym dzieciństwie. Kształtuje się od pierwszych lat na bazie doświadczeń z ważnymi dla nas osobami. I nie oznacza to wcale, że chodzi o tylko o słowa i pochwały. Buduje się już w okresie, kiedy słów jeszcze nie rozumiemy. Zazwyczaj we wczesnym dzieciństwie jest ważna relacja z matką. Późniejsze doświadczenia nakładają się na to doświadczenie i potwierdzają lub modyfikują je nieco. Można powiedzieć „to straszne, przecież nie miałam wpływu na to co się działo jak byłam mała”. Na szczęście samoocena nie jest dana raz na zawsze, zmienia się w zależności od następnych doświadczeń i okoliczności, a także od tego co robimy.

Jak budować adekwatne poczucie wartości?

Jakieś 10-15 lat temu była moda na afirmacje, czyli powtarzanie sobie pozytywnych stwierdzeń  „jestem dobra, zasługuję na miłość, jestem oazą spokoju itp.” W niektórych przypadkach nieco to pomagało, szczególnie, kiedy motywowało do wchodzenia w nowe sytuacje, a umiejętność monitorowania i wnioskowania swoich zachowań i efektów nie była uszkodzona. Natomiast w wielu sytuacjach było to zwyczajne myślenie życzeniowe, cudowny lek, który miał nas zmienić bez ryzyka rozczarowań i porażek. Najlepiej natychmiast.

Jeśli mamy rzeczywiście niskie poczucie wartości to także trudno nam czerpać od innych, ale także dostrzec możliwości w sobie. I chociaż inni będą nas chwalili, co więcej odniesiemy sukces, poczucie wartości może wcale się nie zmienić. Są także osoby, które tak bardzo uzależniły się od oceny innych, że w zasadzie ich poczucie siebie i samoocena zależy od tego, jakie zdanie wygłosił na ich temat ktoś inny. Jak nie trudno domyślić się, może to owocować szybkimi i gwałtownymi wahaniami obrazy siebie.

Więc co dalej?

By móc na trwałe i w głębi pracować nad swoją samooceną i poczuciem wartości. Potrzebujemy poznać kim jesteśmy, co lubimy, czego pragniemy, do czego dążymy, jakie są nasze mocne i słabe strony. A także co robimy i po co oraz co nas naprawdę motywuje. Wbrew pozorom często nie mamy na ten temat dość dokładnej wiedzy. Odwracamy od siebie oczy by zgadywać cudze oczekiwania, by je spełniać lub by nie spotykać się ze swoimi trudnymi uczuciami i czuć tylko „przyjemne” uczucia. Złość, zazdrość, poczucie winy i lęk to „złe” uczucia i człowiek nie powinien ich w ogóle doświadczać. Toniemy w stercie racjonalizacji i pędzenia za nieuchwytnym, często znieczulając się przejściowymi przyjemnościami. Ale potrzebujemy to zatrzymać się i móc zmierzyć się z własnymi uczuciami oraz konfliktami, aby móc dostrzec to co naprawdę dla nas ważne i co stanowi o naszej unikalności, a co jednocześnie może nas łączyć z ludźmi. Jednak by to osiągnąć potrzebujemy PATRZEĆ i CZUĆ. Nie da się jednak patrzeć i czuć, kiedy uważamy, że to samo zło. (o tym mówi dział Niechciane uczucia). Czasem zmiana nie przyjdzie od razu. Stopniowe godzenie się na to co dzieje teraz w naszym życiu i akceptacja tego jak jest na razie, jest pozwala nam ZERKAĆ, a potem wytrzymywać nasze niedoskonałości. Można powiedzieć, że jak w bajce o brzydkim kaczątku musimy się pochylić nad tym w sobie czego nie chcieliśmy i od czego się odcinaliśmy, by poznać prawdę o sobie i móc z niej skorzystać. By znaleźć w nich możliwość odrzucone wraz z nimi. Kiedy otworzymy się lub zgodzimy, że my, świat ma niedoskonałości pewnie rzeczy zaczynają być możliwe.

Potrzebujemy także wyrażać siebie, mówić o sobie, prosić, dawać, a więc także działać. Tylko działanie pomoże nam rozpoznać na ile nasze wyobrażenia są realne, a na ile są tylko fantazjami. Bez działania nie dowiesz się nowych rzeczy i nie nauczysz tak o sobie jak i o świecie i innych ludziach. Nie dostrzeżesz co pracuje, co przybliża cię do celu i czy ten cel wciąż jest dla mnie ważny. Tak jak plan budowli nie jest budowlą tak samo myślenie nic nie zbuduje. Działanie pozwala nam także rozpoznać na co rzeczywiście mamy wpływ (a największy na siebie) a na co wcale nie mamy.

I tu pojawia się następna kwestia. Kto odpowiada za moje życie?

Często z lęku przed nieprzyjemnymi uczuciami nie chcemy patrzeć na nasz udział w sytuacjach jakie nas spotykają. To inni robią coś źle i inni są winny wszystkiemu co mi nie pasuje . W zasadzie strategia jest super. To INNI muszą się zmienić, a Ja nie muszę, jestem w porządku – samoocena zachowana. Takie myślenie jest wielce kuszącą pułapką. Oddając innym ODPOWIEDZIALNOŚĆ za swoje życie pozbawiam się jej. Zostaję jak statek na morzu bez sterów gnany tam, gdzie wieją wiatry i gdzie niosą nas fale. A czasem bywa, że ukryte pod powierzchnią kamienie dziurawią nasze dno. Dlatego jednak wzięcie odpowiedzialności za to czego chcę i co robię lub nie robię,  daje nam możliwość sterowania. To nie znaczy, że nic nam nie da rady, ale możemy wpływać na to jaką drogą popłyniemy. Ważnym jest zatem, by pytać siebie  „czego Ja potrzebuję?” i „co JA mogę z tym zrobić”.

I na koniec ważna rzecz. Trudno jest dobrze o sobie myśleć, kiedy robimy coś niezgodnego z naszymi wartościami, a bywa i tak, że nie zawsze zdajemy sobie z nich do końca sprawę.

Jak widzimy jest to proces na całe życie, bo poznawanie i budowa siebie nigdy do końca się nie kończy.

Czy to oznacza, że psychoterapia ma trwać całe życie?

Nie.

Drogę tą łatwiej jest przejść z kimś, bo każdy z nas ma ślepe miejsca, których sam nie zauważy. Psychoterapia pomaga nam nauczyć się patrzeć na siebie, radzić sobie i wytrzymywać trudne uczucia, nauczyć rozpoznawać kiedy reagujemy na nasze wyobrażenia, a nie to co się rzeczywiście dzieje. Uczy nas pracy budowania siebie i rozumienia siebie, co pomaga uzyskać większą stabilność i zarazem elastyczność i kończyć to zadanie samodzielnie w oparciu o relacje jakie mamy w swoim życiu. A praca w dowolnym z tych obszarów pomaga w budowaniu realistycznej samooceny i poczuciu wartości.

powiązane posty:

Odpowiedzialność