Tytuł artykułu jest dość przewrotny.

 W powszechnym przeświadczeniu optymizm jest lepszą postawą niż pesymizm. Różne poradniki dotyczące rozwoju uczą optymizmu np. słynna książka Selingmana “Optymizmu można się nauczyć”. Szczególnie w kulturze amerykańskiej bardzo promowana jest ta postawa.

   Całkiem niedawno miałam rozmowę z pacjentem na temat słynnej szklanki, czyli czy widzimy ją do połowy pustą czy do połowy pełną? I oczywiście, co jest lepsze.

   Co na to badania?

   Natomiast szczegółowe badania pokazały, że nie jest aż tak ważne, którą z tych postaw preferujemy. Bardziej ważne jest na ile ona jest adekwatna. Jak każda skrajność, tak i optymizm może być nieprzystosowawczy i nadmiarowy, a w niektórych przypadkach śmiertelny. Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy ktoś porywa się na zadanie niemożliwe, a nawet groźne dla życia wierząc, że mu się uda. Badania pokazały także, iż części osób pesymizm pomaga radzić sobie z rozczarowaniem i porażką nie powodując zniechęcenia. Działają one zgodnie z powiedzeniem:

Lepiej się miło rozczarować, niż niemile zaskoczyć.

   Natomiast w rozmowie z tym pacjentem pojawiła mi się taka myśl, że najwięcej możliwości jest w umiejętności widzenia całej szklanki – i do połowy pełnej i jednocześnie do połowy pustej. Jest to najbardziej realistyczne widzenie, a poza tym nigdy nie wiadomo co nam posłuży. Czasem ta “pustość” także może być cenna. Chociażby by coś móc do niej dolać lub dodać 😉 .

   Oczywiście jak każda z cech rozpięta na pewnym spektrum w konkretnych sytuacjach jest bardziej korzystna lub przystosowawcza niż ta druga. Niektórzy z nas wyruszają na nowe tereny i sprawdzają swoje myśli w działaniu, inni najpierw analizują a potem wdrażają. Każda z tych postaw ma swoje zalety i wady. I właśnie tej w różnorodności jest bogactwo.

zdjęcie pixabay